Land Roverem nad Bajkał - cz. 2.






22 lipca, siódmy dzień podróży


Docieramy do naszej zaprzyjaźnionej Azerskiej rodziny. Wieś Omutinskoje przed Omskiem (ok. 400 km do Omska). Dajemy córkom i synowi Gurbana prezenty. Syn Ali (ma być bokserem), dwulatek, cały czas coś je, biegający dynamit. Pokój, w którym siedzimy już trzy lata temu nadawał się do odświeżenia, a teraz wymaga solidnego remontu. Ali pozrywał tapety w zasięgu swoich rąk. Krzepki chłopak. Zresztą nie jest to dziwne, bo cały czas zajada, a zgromadzona energia musi znaleźć jakieś ujście. Fatima i Leila to już fajne dziewuszki. Nie wstydzą się nas, jak trzy lata temu. Rozmawiamy sobie i żartujemy. Przez te trzy lata podciągnąłem się trochę w rosyjskim, i one zresztą też. Okazuje się bowiem, że w domu rozmawiają tylko po azersku. Leila za rok pójdzie do szkoły, i aby móc porozumiewać się po rosyjsku chodzi do przedszkola i uczy się tam języka. Bo do tej pory rosyjskiego w ogóle nie znała!

Wieczorem Gurban i Misza (brat Gurbana) zabierają nas do "gariaczki", czyli gorącego źródła. Ponoć leczy ono różne dolegliwości. Kąpiemy się w basenie, w którym znajduje ono ujście. Jest rzeczywiście gorące. A potem nocleg u Miszy. Szczerze mówiąc wolelibyśmy wyspać się we własnych namiotach, ale chłopaki potraktowaliby to jako wielką obrazę. Już w czasie poprzedniej wizyty ledwo się wymigaliśmy. Misza proponuje Monice spanie w jednym łóżku ze swoją żoną, a on będzie spał z nami. Udało się w końcu wynegocjować, że to Misza będzie spał ze swoją żoną, a my w trójkę w jednym pokoju. W końcu są w domu dwa pokoje.

Rano śniadanie, pożegnanie z Miszą, Gurbanem, wspólne zdjęcia i ruszamy w dalszą drogę.

 


24 lipca, dziewiąty dzień podróży

 

Przejeżdżamy przez Nowosybirsk. Spotykamy się z Nataszą (znajomą z poprzedniej naszej wyprawy). Wymieniamy prezenty, robimy zdjęcie i jedziemy dalej. Nocujemy na obrzeżach Nowosybirska, nad jeziorkiem.

 

 


 

 

 

 


 

25 lipca, dziesiąty dzień podróży


W zasadzie tego dnia nic ciekawego się nie zdarzyło oprócz noclegu - zaczęło padać i Monika zaproponowała nocleg pod mostem. Trochę dudni, ale na stół i na namioty nic nam nie kapie.

 

 

 

 

 


 



26 lipca, jedenasty dzień podróży


Planowaliśmy biwak nad jeziorkiem. Niestety, okazało się ono już "zajęte" przez grupę mocno podchmielonych Rosjan. Decydujemy więc, że jemy kolację i jedziemy nocą do Irkucka. Zapas red bulli mamy, damy radę. Gotujemy, i wówczas podchodzą Rosjanie. Zawiązuje się nić przyjaźni, częstują nas samogonem. Oczywiście kierowca nie pije, nasz kierowca. Bo rosyjscy kierowcy potykają się o własne nogi. Po czym wsiadają do swoich ład i odjeżdżają do domów. Ot, rosyjska tradycja. Tym niemniej decyzji nie zmieniamy - jedziemy dalej.

 


27 lipca, dwunasty dzień podróży

Właśnie wjechaliśmy do Irkucka, wrót Bajkału. Piszę mail i zaraz idę spać. Jak już wspomniałem, ostatniej nocy nie rozbijaliśmy obozu, tylko pognaliśmy w kierunku zarezerwowanego hostelu. I wreszcie jesteśmy! Bardzo przydały się dodatkowe halogeny (Panie Jarku! Bardzo za nie dziękujemy!), gdyż nocna jazda okazała się niesamowitym przeżyciem. Z oczywistych względów nie mamy stosownych zdjęć, ale postaramy nadrobić to w drodze powrotnej. Siedmiogodzinna różnica czasu nieco utrudnia kontakt z Polską, ale jakoś dajemy sobie z tym radę.

 

28 lipca, trzynasty dzień podróży


Wreszcie dotarliśmy do Bajkału (Listwianka). Wcześniej nocleg w hostelu w Irkucku, mycie samochodu na "awtomojce", wymiana wszystkich filtrów oraz oleju (ceny wszystkiego - baaardzo zachodnioeuropejskie). Okazało się ponadto, że filtr oleju kupiony w Polsce nie pasuje do naszego disco. Na szczęście szybko odkryto, że filtr oleju od UAZ-a "jest pahoż" do filtra disco, a dokładniejsza przymiarka potwierdziła pełną kompatybilność. Uff!
W Irkucku zaopatrzyłem się również w rosyjską kartę do telefonu i rosyjski modem do komputera. Wreszcie taniej będę mógł komunikować się ze światem. Wcześniejszy koszt roamingu poważnie mnie zmartwił.
Bajkał przywitał nas piękną pogodą, choć sama kąpiel - to już naprawdę poważne wyzwanie. Lodówka! Woda ma 8 stopni C, albo nawet mniej. Dzisiaj i jutro mamy dzień odpoczynkowy. Pełna laba.
Wieczorem zawarliśmy znajomość z niemieckimi globtroterami. Przyjechali do Listwianki na motorach przez Polskę, Ukrainę, Rosję, Mongolię. Są w drodze już 6 tygodni, a powrót do Niemiec planują na 5 września. Czyli będą prawie 3 miesiące w drodze. Twardziele! Wspólnie testujemy rosyjską wódeczkę.

 

 

 

 

Text/foto: Maciej Grzmiel

 

 

 

<< Pierwsza część

Część trzecia >>