Land Roverem nad Bajkał - cz. 3.






30 lipca, 15 dzień podróży


Dzisiaj mamy pierwszy deszczowy dzień. Poświęcamy go na dalsze zwiedzanie Listwianki. Muzea nieduże, ale naprawdę warte zobaczenia. W muzeum Bajkału zobaczyliśmy w akwariach różne bajkalskie ryby oraz piękne nerpy. Polecamy też wizytę w galerii sztuki, gdzie można obejrzeć i kupić dzieła ok. 60 syberyjskich artystów. Poza tym zdecydowanie warto dotrzeć do Teatru Pieśni, gdzie występują rosyjscy bardowie. My mieliśmy przyjemność posłuchać właściciela teatru, Jewgienija Krawkla.



31 lipca, 16 dzień podróży

Jadąc na lotnisko do Irkucka (po drugą część ekipy) wyciągnęliśmy z rowu rozbity rosyjski samochód, chyba ładę samarę. Tak nieszczęśliwie wypadła z trasy, tak głęboko zjechała z drogi, że po podczepieniu do discovery za pomocą dość grubej stalowej linki, nie daliśmy rady jej ruszyć. Oczywiście włączyłem reduktor w dyskotece, pociągnąłem, linka naprężyła się i... pękła. Ot, ruska stal! Ale byliśmy przygotowani na taką ewentualność i wyjąłem z bagażnika taśmę kinetyczną. Pierwszy raz używałem kinetyka 3 lata temu, podczas wyprawy do Nowosybirska. Wówczas, po krótkim kursie doszkalającym (dziękuję, Ksawery) i dwóch nieudanych próbach, wyciągnąłem samochód naszych kolegów z piachu. Doceniłem wówczas walory tego sprzętu i nad Bajkał zabrałem już własną, śliczną taśmę ARB. Tym razem wystarczyło jedno podejście i łada zgrabnie wyskoczyła z rowu. Jak widać czasem stal (ruska!) przegrywa z nieco nowszą techniką. Akcja przy użyciu kinetyka wywołała pomruk zadowolenia wśród pechowego kierowcy i pasażerów łady.
Chwilę potem odebraliśmy z lotniska Lidkę i moją mamę.
Wracając z Irkucka sfotografowaliśmy budzący się ze snu Bajkał. Przecudny. Niestety, chwilke później piękno Bajkału zostało przyćmione przez "piękno" naszego miejsca biwakowego. Wystające z ziemi stalowe liny, resztki żelastwa, okoliczne rudery (których starałem się nie obejmować obiektywem w czasie uwieczniania Bajkału) zrobiły przygnębiające wrażenia na dziewczynach. My już do tego wszechogarniającego bałaganu zdążyliśmy przywyknąć, ale u nich nastąpi to dopiero za kilka dni. Jeśli nastąpi... W każdym razie, jak tylko namioty wyschną, wyjeżdżamy z Listwianki.

1-2 sierpnia,17 i 18 dzień podróży


Leniuchujemy w Piaszczystej Zatoce. Pogoda jak marzenie, choć woda w Bajkale tradycyjnie jak z lodówki. Ale już się przyzwyczailiśmy, kąpiemy się bez problemu.

Na plażę można dotrzeć i z niej wrócić tylko statkiem, a więc 2 sierpnia o czasie stoimy i wraz z grupą Rosjan czekamy na nasz "tiepłachod". Ale czekać bezproduktywnie, to nie leży w mentalności naszych wschodnich pobratymców. Przynoszą gar solianki (pyszna, tradycyjna zupa rosyjska), częstują nią również nas. Po chwili pojawia się wódeczka, i jak zwykle: wspólne zdjęcia, uściski. Ech, Słowianie!

A statek spóźnia się trzy kwadranse. Ale to nic, do Irkucka przypływa o czasie. Taka wschodnia anomalia.


3-4 sierpnia, 19 i 20 dzień podróży


Jedziemy z Irkucka na Olchon, największą wyspę Bajkału. Początkowa asfaltowa droga pod koniec zmienia się w kamienistą tarkę. Szybko orientujemy się, że lepiej jechać równoległymi drogami, od których wręcz roi się wokół głównej trasy. Czasami kilka samochodów jedzie w jedną stronę obok siebie, każdy swoim pasem.

Po południu docieramy do promu. Czekamy trzy godziny i po 19 jesteśmy na wyspie. Na Olchonie drogi wyglądają podobnie, jak dojazd do wyspy: główna droga - straszna, kamienista tarka oraz kilka równoległych, przeplatających się dróg gruntowych. Wybieramy oczywiście drogę alternatywną i rozpoczynamy zwiedzanie wyspy. Niewinne pagórki w pewnym momencie nas zaskoczyły: nie daliśmy rady podjechać na jedynce. Dopiero reduktor załatwił sprawę. Docieramy w końcu do zaplanowanego biwaku nad płytkim, wewnętrznym jeziorkiem. Jedziemy mierzeją pomiędzy Bajkałem a jeziorkiem i nagle okazuje się, że jeziorko jest jednak połączone z Bajkałem. Przesmyk niezbyt głęboki, około 55-60 cm, ale dno nie jest twarde. Nie decydujemy się na pokonanie przeszkody i objeżdżamy jeziorko z drugiej strony. Na miejscu zapoznajemy się oczywiście z biwakującymi tam Rosjanami, częstujemy się słodkościami i wódeczką, robimy zdjęcia, wymieniamy się mailami. Jak zwykle. A rano (czyli około 12 w południe) ruszamy na podbój Olchonu, wyspy przecudnej urody. Pogoda dopisuje, fotografujemy ile się da.


5 sierpnia, 21 dzień podróży


Docieramy do Sludianki, w której pierwsze kroki kierujemy w stronę prywatnego muzeum minerałów. Zaczyna padać, a więc zwiedzamy muzeum bardzo dokładnie. Przewodnikiem jest właścicielka, Liuba. A ponieważ cały czas pada, proponuje nam nocleg u siebie (ma pokoje do wynajęcia, standard różny w zależności od ceny). Nie uśmiecha się nam stawianie namiotów i wynajmujemy najtańsze miejsca.


6 sierpnia, 22 dzień podróży


Przyjeżdżamy do Ułan Ude. Oprócz majestatycznych, starych soborów naszym celem jest pomnik - ogromna głowa Lenina. Jest rzeczywiście wielka.


7 sierpnia, 23 dzień podróży


Rano wyruszamy w kierunku Iwołgińska, znanego z dacanów - przepięknych świątyń buddyjskich. Szkoda, że brakuje słońca, gdyż zdjęcia nie oddają całego piękna i kolorystyki tych budowli. Następnie jedziemy na półwysep Święty Nos. To będzie najdalszy punkt naszej wyprawy. Potem będziemy się już tylko zbliżać do Europy.

Droga na Święty Nos z początkowego kiepskiego asfaltu przechodzi w znaną już nam kamienistą tarkę (choć tym razem bez równoległych bocznych dróg). Miejscami asfalt powraca, czasem jest wyśmienitej jakości. Ale ostatecznie do Ust-Barguzińska wjeżdżamy po wypróbowanej tarce. Ostatnie zakupy w sklepie, przeprawa promem i docieramy do parku narodowego (wstęp, a w zasadzie wjazd - płatny). Oczywiście w czasie wolnej jazdy przez Ust-Barguzińsk discovery piszczy ze wszystkich kół. Nas jednak już to nie rusza. Jedziemy. Za nami już ponad 9000 km.

 

 

 

Text/foto: Maciej Grzmiel

 

 

 << Część druga

Część czwarta >>